Copyright Robert Ćwikowski 

2005-2008 

STRONA GŁÓWNA
O MNIE
ANNALKI
ZARAZACZ
WYPRAWY
» PERU 2008
» SINGAPUR, MALEZJA, TAJLANDIA 2006
» PRIBALTYKA 2006
» MEKSYK 2005
» EGIPT 2004
» CZECHY, AUSTRIA 2004
» SLOWACJA, WEGRY 2003
» PORADNIK
FOTOGALERIA
SUWALSZCZYZNA
PODLASIE
LINKI
KSIĘGA GOSCI
KONTAKT



   

   
 Galeria - Zdjęcia z wyjazdu

Rzeką Faraonów

        Od dziecka Egipt wydawał mi się taki mocno nierealny. Wiedziałem, że istnieje takie państwo ale bajki w TV o Faraonach, książki o Piramidach i Bogach sprawiały, że Egipt wydawał mi się istnieć tylko w mitach. Zatem, postanowiłem zobaczyć na własne oczy to, wszystko o czym czytałem w dzieciństwie. Namówiłem na wyjazd przyjaciół i w drogę.
    Lot do Egiptu do miasta Hurghada trwał ok. 4 godziny. Po wyjściu z samolotu uderzyło we mnie potwornie gorące powietrze mimo , że była 1 w nocy... a co będzie w dzień ?! Po krótkim odpoczynku, zwiedzanie Hurghady. Zwiedzanie to mocno powiedziane, raczej spacer po mieście, bo nie ma czego w tym mieście zwiedzać. Dlatego też w kolejnym dniu byliśmy w autobusie i jechaliśmy w kierunku Luksoru.
    Luksor to miejscowość położona na części terenu starożytnych Teb, na prawym brzegu Nilu. To miasto to jedno wielkie muzeum! Właśnie w tym miejscu przeszedł mnie dreszcz bo zobaczyłem wszystko to, o czym czytałem. Zobaczyłem, że to istnieje i nie było wymyślone. Ogromne wrażenie robi zespół świątyń poświęconych bogom tebańskim z największą Świątynią Amona Re. Kolejne miejsce to Dolina Królów na zachodnim brzegu Nilu na terenie Teb zachodnich, jest to miejsce spoczynku królów Egiptu XVIII XX Dynastii min. Tutanchamona, Ramzesa IV, Seti I. Niesamowite miejsce to Świątynia Hatszepsut w znacznej części wykuta w skale i jest to świątynia grobowa królowej Hatszepsut. Oczywiście nie sposób jest wymienić wszystkiego w Luksorze bo są tam ogromne ilości posągów i świątyń. W Luksorze zakwaterowaliśmy się na statku i popłynęliśmy w górę Nilu.
    Po drodze zwiedziliśmy Edfu -ośrodek kultu Horusa. Do ośrodka udaliśmy się dorożkami. Żal było patrzeć na koniki (może muły?)w zaprzęgu bo były jakieś takie malutkie i potwornie chude.
    Następnie dopłynęliśmy do Kom Ombo, gdzie znajduje się świątynia poświęcona dwóm triadom boskim, które tworzyli: Sobek, Hathor i Chonsu oraz Haroeris (Horus starszy), Taneset-nofret i Panebtaui. W Kom Ombo po spacerze po kompleksie świątynnym z ciekawym muzeum zmumifikowanych krokodyli zatrzymaliśmy się w jednej z licznych kawiarenek na brzegu Nilu. Gorąca herbata z miętą w cieniu hibiskusów i przy muzyce miejscowego zespołu smakowała wybornie. Tam też pierwszy raz zapaliliśmy sheesha (szisza) rodzaj fajki wodnej popularnej w Egipcie, było to bardzo przyjemne doświadczenie.
    Z Kom Ombo popłynęliśmy do Asuanu jednego z najbardziej suchych zamieszkałych miejsc na świecie. Znajduje się tam starożytny kamieniołom sjenitu (czerwonego granitu), w którym znaleziono fragmenty rzeźb i nieukończony największy obelisk. Powyżej, na Nilu zbudowano Wysoką Tamę. Ponadto zwiedziliśmy muzeum papirusu. Przedstawiono nam w bardzo ciekawy sposób wszystkie etapy wytwarzania tego rodzaju nośnika pisma. Będąc w Asuanie postanowiliśmy pójść na miejscowy bazar. Bazar w Asuanie jest to jedna i bardzo długa ulica. Tysiące towarów i zapachów, lecz nie zawsze przyjemnych. Zewsząd dobiega gwar i zgiełk charakterystyczny dla dużego miasta. Na tym bazarze warto zaopatrzyć się w pamiątki, których jest najwięcej i są najtańsze. Oczywiście wszędzie są kawiarenki w arabskim stylu, w których głównie pali się szsheesha i piję herbatę z miętą lub bardzo popularna herbatę z hibiskusa carcadee.
    Oprócz zwiedzania tych miejsc niezapomniany był sam rejs po Nilu, wśród licznych wysp bananowych i daktylowych. Trudno było sobie uświadomić, że rzeką którą płyniemy pływali również Faraonowie, to było coś niesamowitego. W Asuanie na dworcu kolejowym zajęliśmy miejsca w pociągu i wyruszyliśmy na północ Egiptu do Kairu do stolicy państwa oraz największego miasta Afryki.
  Dojechaliśmy do Gizy i po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy zobaczyć słynne Piramidy Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa oraz Wielki Sfinks. Następnie udaliśmy się do Egipskiego Narodowego Muzeum wraz z bogactwem z grobu Tut Anch Amona. No i ogromna niespodzianka. Muzeum rzeczywiście posiada ogromne , wręcz niezliczone skarby z okresu panowania Faraonów, lecz zwiedzanie to czysta męka. Muzeum nie posiada klimatyzacji (oprócz kilku sal), jest duszno i tłoczno ze względu na ogromną ilość turystów. Są setki przewodników, którzy prawie jednocześnie opowiadają o zabytkach chyba we wszystkich językach świata co w sumie oznacza że nie rozumie się i nie słyszy nic. Szczęśliwy ten kto stoi tuż przy swoim przewodniku. Niestety przewodnik, którego słuchaliśmy był Arabem i po polsku mówił bardzo słabo, w związku z tym podziękowaliśmy panu i ruszyliśmy indywidualnie zwiedzać muzeum. Spacerując zlani potem po salach muzeum, mieliśmy jeden cel: znaleźć jakieś pomieszczenie z klimatyzacją! Muzeum bardzo na tym traci, bo w pewnym momencie wszystkie, jakby nie było, cudowne eksponaty przestają zachwycać. I zamiast podziwiać je, człowiek myśli tylko gdzieby się tu ochłodzić. I tak szukając jakiegoś chłodnego miejsca, zauważyłem jak z czarnego otworu ze ściany wychodzi Arabka. W Egipcie prawie w każdym miejscu są meczety lub przynajmniej miejsca na modlitwę, pomyślałem że Arabka wyszła właśnie z takiego miejsca. Wiedziałem, że chrześcijanie są niemile widziani w takich miejscach, jednak w poszukiwaniu ochłody zaryzykowałem i wszedłem do środka. Jakież było moje zdziwienie, gdyż okazało się, że jest to sala ze skarbami Tut Anch Amona a w centralnym miejscu w gablocie Jego słynna Złota Maska. Najważniejsze jednak było to, że pomieszczenie było klimatyzowane! Uffff. Następnego dnia pojechaliśmy do Kairu Chrześcijańskiego zwiedzając Wiszący Kościół, Kościół Św. Jerzego, św. Barbary oraz do Kairu Muzułmańskiego zwiedzając Cytadela Saladyna wraz z meczetem Muhameda Ali, Bazar Khan El Khalili ( Zloty Bazar ) Bazar w Kairze różnił się bardzo od bazaru w Asuanie. Kairski jest nastawiony przede wszystkim na turystów. Jest dużo drożej nawet targując się a sprzedawcy są bardzo nachalni. Natomiast z bazaru w Asuanie korzystają jego mieszkańcy, jest lokalnym targowiskiem dla wszystkich. Owszem proponują sprzedaż towaru ale nie w sposób dla nas uciążliwy i nachalny.
   Po zwiedzeniu Kairu, wróciliśmy do Hurghady aby kilka dni wypocząć nad Morzem Czerwonym. Leżenie plackiem na plaży to nie jest to,co lubię najbardziej, w związku z tym spakowałem podręczny plecak i wypłynąłem stateczkiem w morze aby popływać i podziwiać podwodny świat raf koralowych. Rafy koralowe w Morzu Czerwonym są jedne z piękniejszych na świecie i rzeczywiście to co zobaczyłem pod wodą było i jest niedopisania. Rybki chyba w każdym kolorze, w paski, kropki, plamki, małe, duże, tchórzliwe i bardzo odważne, spokojne i ciekawskie, jednym słowem cudowny rybi mix.
   Będąc w Egipcie miałem cały czas mieszane uczucia. Z jednej strony ogromna ilość zabytków, których nie sposób jest wszystkie zobaczyć i zapamiętać, które robią ogromne wrażenie, z drugie zaś strony kontakt z mieszkańcami. Nie do końca potrafiłem zaufać Arabom i nie potrafiłem wyczuć ich intencji. W Hurghadzie i Kairze ich głównym celem, takie odniosłem wrażenie, było wyciągnięcie jak największej ilości pieniędzy od turystów niekoniecznie w uczciwy sposób. Byli bardzo nachalni do tego stopnia, że zachowywali się agresywnie w przypadku odmowy ich propozycji. Żądali bakszyszu czyli zapłaty za cokolwiek Aż dochodziło do absurdu np. jadąc pociągiem do Kairu, jakiś dżentelmen zapytał się czy nam się w tym pociągu podoba, odpowiedzieliśmy, że tak i za to, że nam się podoba poprosił o bakszysz (?), nie dostał. Takich sytuacji było bardzo wiele. Również przytrafiło nam się parę nieprzyjemnych sytuacji, kilka razy zauważyliśmy jak miejscowi pokazują znanym ruchem ręki, że poderżną nam gardła hmm.
    Zupełnie inaczej było na południu Egiptu w Asuanie, który zamieszkują w większości Nubijczycy. Nie byli nachalni a przyjazne zachowania nie było fałszywe. Egipcjanie Ci byli wyznania koptyjskiego. Właśnie od nich dowiedzieliśmy się, że Koptowie są potomkami rdzennych mieszkańców Egiptu, zamieszkujących ten kraj przed muzułmańskim podbojem i nie pochodzą od Arabów. I rzeczywiście różnią się od Arabów wyglądem, gdyż mają duże migdałowe oczy i charakterystyczne nosy oraz zachowaniem i mentalnością. Kuchnia nawet była smaczna, bardzo mi smakowała pasta z fasoli to taki raczej budyń fasolowy oraz różnego rodzaju kotleciki z warzyw strączkowych. Natomiast nie mogłem przekonać się do sosu śmietanowego z czekoladą do warzyw i warzywka zwanego okrą, ponoć bardzo lubianego przez Tubylców. No i niestety w Egipcie nie jest czysto, wszędzie gruzowiska i bałagan. Zaniedbane ulice i ogromna ilość śmieci, które są wszędzie.

Powrót