Copyright Robert Ćwikowski 

2005-2008 

STRONA GŁÓWNA
O MNIE
ANNALKI
ZARAZACZ
WYPRAWY
» PERU 2008
» SINGAPUR, MALEZJA, TAJLANDIA 2006
» PRIBALTYKA  2006
» MEKSYK 2005
» EGIPT 2004
» CZECHY, AUSTRIA 2004
» SLOWACJA, WEGRY 2003
» PORADNIK
SUWALSZCZYZNA
PODLASIE
LINKI
KSIĘGA GOSCI
KONTAKT



   
Galeria - Zdjęcia z wyjazdu


Pribałtyka


             Wraz z przyjaciółmi w doskonałych humorach wyruszyliśmy w drogę, przez Litwę, Łotwę , Estonię do Finlandii.. Granicę przekroczyliśmy o 22.00 i wjechaliśmy na teren Litwy. Na Litwie bardzo przestrzegają przepisów ruchu drogowego i za popełnione wykroczenie wystawiane są wysokie mandaty. Dlatego też zwolniliśmy bo nie chcieliśmy ryzykować aby w głupi sposób pozbywać się pieniędzy. Dojechaliśmy do Kowna. Nocleg zarezerwowany był przez Internet i o 1.00 w nocy w żaden sposób nie mogliśmy go znaleźć. Pomoc oferowali taksówkarze ale za słona opłatą, nie skorzystaliśmy z ich pomocy i po zaciągnięciu języka u zagubprzechodnia w końcu trafiliśmy do motelu. Motel Yacht Club położony w ślicznym miejscu tuż nad zalewem ale warunki mieszkaniowe okrutne Pokój jak pokój taki z czasów naszego wczesnego PRL-u ale łazienka koszmarna, jedna wielka rdza i grzyb. W dodatku wcale nie tanio. Rekompensatą za to było piękne miejsce w którym motel się znajdował. Kowno skromne, z dość ładną starówką , deptakiem i uroczym klasztorem. Zbliżone wyglądem do Wilna. Wilno zwiedziłem w poprzedniej wizycie na Litwie i nie ukrywam, że byłem nim zaskoczony. Słysząc wiele o Wilnie przyrównywałem go do Krakowa. Niestety Wilno jest dużo skromniejsze. Stara część miasta zadbana, lecz zabudowa mało atrakcyjna. Jak na stolicę państwa Wilno wypada kiepsko. Natomiast taka zabudowa ma swój urok. Jest kameralnie, spokojnie i w pewnym sensie bardzo przyjemnie i urokliwie. Oczywiście bardzo liczne ślady przypominają, że było to kiedyś polskie miasto. Ogromne wrażenie zrobił na mnie cmentarz na Rossie i grób matki Piłsudskiego i jego serca. Nie dało się opanować wzruszenia. Bardzo godne polecenia są Kościoły w Wilnie: katedra św. Stanisława, Św. Piotra i Pawła, Bernardynów, kościół i klasztor Bazylianów, Św. Kazimierza, Trynitarzy na Antokolu oraz Ostra Brama ze słynnym Obrazem Matki Bożej. Następnym przystankiem podróży była miejscowość Kiejdany. Miasto, które było pod władaniem Radziwiłłów. Miasto ma śliczną staróweczkę, w której znajduje się bardzo ładne i ciekawie wyposażone muzeum, a w kościele kalwińskim w podziemiach można zwiedzić krypty Radziwiłłów. Litwa wypadła ogólnie skromnie. Mijane po drodze wioski dość zaniedbane i nie zauważyłem pracujących rolników ale to zapewne przez to, że działały kiedyś prężnie kołchozy i indywidualne rolnictwo nie występowało. Za to na Litwie mają doskonałe drogi, tylko pozazdrościć. Tradycyjnie skosztowaliśmy Litewskich potraw. Oczywiście zamówiliśmy cepeliny. Doskonałe cepeliny polane śmietaną zupełnie inne niż nasze kartacze oraz przesmaczne kołduny z mięsem i kapustą a także bliny. W Wilnie bardzo wiele osób mówi po polsku, usłyszeliśmy nawet od przechodnia, że ten kto nie rozmawia w Wilnie po polsku to jest jakiś głupi . Jednak zauważalne jest, że Litwini chętnie wymazaliby polską przeszłość ze swego kraju. W Kownie natomiast po polsku nie mówił prawie nikt albo nie chciał mówić i odnieśliśmy wrażenie, że krzywo na nas patrzą ale to może nasze urojenia bo wprost nie usłyszeliśmy nic niemiłego. Mimo to Litwę warto zobaczyć Przekroczyliśmy granicę i wjechaliśmy na terytorium Łotwy Łotwa z okna samochodu nie różni się wiele od Litwy, w zasadzie w ogóle. Może tylko tym, że wioski wyglądają na bardziej zadbane i było widać pracujących rolników w polu. Kierowaliśmy się w kierunku Rygi po drodze zatrzymując się w miejscowości Bauska. Jest to dość spore i ładne miasto, w którym jednak niewiele jest do zwiedzania. Potraktowaliśmy je jedynie jako miejsce na krótki odpoczynek. Zatrzymaliśmy się w restauracji tuż za tablicą z nazwą miasta. Kelnerka podała nam karty menu a w nich nic w zrozumiałym języku. Zastanowiło nas tylko to, że można było zamówić całą lub pół porcji dania. Zamówiliśmy całe porcje przy pomocy pani z obsługi i czekaliśmy przy kawie. Po dłuższej chwili otrzymaliśmy to co zamówiliśmy. Od razu zorientowaliśmy się dlaczego można było zamówić pół porcji. Raczej mało nie jadamy ale to co dostaliśmy na talerzu to śmiało z jednej porcji najadłoby się trzy osoby. Każdy z nas dostał kopiasty, ogromny talerz jedzonka. I chyba nie jadłem jak dotąd tak wspaniałej wołowiny z pomidorami, czosnkiem i serem żółtym. Cudo.
         Dojechaliśmy do Rygi. Miasto położone nad rzeką Dźwiną w pobliżu ujścia do Bałtyku w Zatoce Ryskiej. Posiada liczne zabytki, w tym jeszcze z czasów średniowiecza. Stanowi jedno z największych w Europie skupisk architektury secesyjnej. Największą atrakcją jest starówka z masywnymi mieszczańskimi kamienicami. W mieście znajdują się też resztki murów obronnych. Po starówce spacerowaliśmy wąskimi i brukowanymi uliczkami wśród gotyckich i secesyjnych budynków oraz kościołów z charakterystycznymi strzelistymi wieżami. Starówka nie jest duża ale mimo to zdarzyło nam się czasami pobłądzić, gdyż uliczki wyglądają tak samo i połączone są placykami i ryneczkami, których jest bardzo wiele. Starówka ryska jest bardzo śliczna i nie bardzo wiem co można szczególnie polecić bo wszystko jest piękne i wszystko należy zobaczyć. To jedno z piękniejszych miast, które widziałem. Na Łotwie bez problemu można rozmawiać w języku rosyjskim. Ludzie z którymi mięliśmy kontakt byli bardzo mili i przyjaźni. Łotwa wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.
        Z Rygi wyjechaliśmy w kierunku Estonii do stolicy państwa Tallina. Droga biegnie wzdłuż morza tuż za plażą, prawie do samej granicy. Krótki postój ze śniadaniem przy falach Bałtyku bardzo przyjemnie na nas wpłynął i w takich nastojach wjechaliśmy do Estonii... Estonia podobnie jak Litwa i Łotwa to niewielkie państwo. Z małą w porównaniu z Polską liczbą ludności. Przede wszystkim daje się to zauważyć jadąc samochodem gdyż po drodze prawie w ogóle nie mija się żadnych miejscowości. A te mijane są malutkie lecz bardzo urokliwe. W Estonii widać już wpływy Skandynawów. Obejścia, budynki a nawet ludzie wyglądają inaczej. Nie mówiąc już języku, który jest zupełnie nie do powtórzenia. Pierwszy przystanek był w Parnawie. Jest to główny ośrodek turystyczny w Estonii. Zatrzymaliśmy się w Parnawie ponieważ od 1561 była w granicach Rzeczypospolitej i była stolicą województwa parnawskiego. Jednak po wojnach o Inflanty wraz z całą Estonią przypadło Szwecji a później Rosji. Nie napotkaliśmy na polskie ślady choć w mieście znajdują się liczne zabytki min. fragmenty murów obronnych z basztami, kościoły z XVIII w. i liczne budynki z XIX i początku XX w. Dojechaliśmy do Tallina. Zakwaterowaliśmy się w hotelu i na drugi dzień ruszyliśmy zwiedzać miasto. Tallin ma śliczną starówkę, choć nie tak śliczną jak Ryga. Starówka w Tallinie jest bardzo nastrojowa, senna i mimo wielu turystów nie jest zatłoczona i głośna. Sprawia wrażenie jakby czas się zatrzymał. Podobnie jak w Rydze ogromnie przyjemne było spacerowanie po wąskich, brukowanych uliczkach wśród malowniczych kamieniczek. No i ten zapach korzennego, piernikowego wina ulatujący z każdych otwartych pubów i ogródków. Choć Tallin nie zrobił na mnie takiego ogromnego wrażenia jak Ryga to mimo to uważam że jest to miejsce, które trzeba zobaczyć. Zwłaszcza katedrę Aleksandra Newskiego czy mury starego miasta i dawnego zamku kawalerów mieczowych. Po zwiedzeniu tallińskiej starówki pojechaliśmy do portu.
        Wykupiliśmy bilety na prom do Helsinek i po tak bardzo przyjemnie spędzonym dniu udaliśmy się do hotelu na partyjkę kanasty a rano w rejs do Finlandii ... Finlandia to państwo o powierzchni niewiele większej niż powierzchnia Polski jednak zamieszkuje ją tylko ponad 5 100 000 ludzi. Nie mogę również powiedzieć, że zwiedziłem Finlandie, ponieważ moja podróż, z braku czasu, rozpoczęła się i zakończyła tylko na poznaniu Helsinek. Poznanie całego kraju, odbędzie się w przyszłości. Prom z Tallina przybył do portu w Helsinkach o 9.30 rano. Zeszliśmy na ląd i w pośpiechu nakładaliśmy wszystkie ubrania i kurtki jakie mięliśmy w plecakach bo było potwornie zimno, w dodatku wiał zimny, silny wiatr. Trzeba było trzymać się za uszy, żeby głowy nie urwało koszmar. Wiatr prześladował nas przez cały pobyt w Helsinkach. Dość niesamowite jest to , że starówka jest tuż przy porcie i prom wpływa niemal do jej centrum. Helsinki wyglądają dość dziwnie. Na ulicach było bardzo mało ludzi a za to było mnóstwo zaparkowanych samochodów czyżby wszyscy byli w pacy i w szkole?...
    Spacerując po uliczkach miasta miałem wrażenie, że chodzę po jakimś małym wyludnionym miasteczku portowym, gdzieś na końcu świata ...a przecież były to Helsinki. Nastąpiło zderzenie mojego wyobrażenia o tym mieście z rzeczywistością. Wyobrażałem sobie, że miasto jest mocno wielkomiejskie, tłumy na ulicach, zgiełk, hałas a okazało się, że jest to jak napisałem senne miasteczko portowe pełne krzykliwych rybitw.
         Po wypiciu gorącej kawy w jednym z barów ruszyliśmy zwiedzać miasto. Doszliśmy do Katedry Luterańskiej, przy której znajduje się Plac Senacki z pomnikiem Aleksandra. Jak się później okazało takich pozostałości po Rosjanach jest dużo i nikomu chyba nie przeszkadzają,  w ogóle w Helsinkach było dużo Rosjan. Godne polecenia są inne zabytki miasta. Wokół placu znajduje się szereg budynków, wśród których zobaczyć należy Pałac Rządu, Uniwersytet Helsiński, Bibliotekę Uniwersytecką, Dom Szlachty. Niedaleko placu dostrzec można kopuły prawosławnego rosyjskiego soboru Uspieńskiego. Oddalając się od portu warto zatrzymać się i zwiedzić kościół wykuty wewnątrz wielkiej granitowej skały. Ciekawe wrażenie robi forteca Suomenlinna. Jest to twierdza wybudowana przez Szwedów w 1748 roku, aby chronić miasto przed atakiem z morza. Umieszczona na pięciu połączonych ze sobą wyspach stanowi odrębny od Helsinek obszar administracyjny. Zabudowa Helsinek jest inna niż chociażby w Tallinie. Ciężkie i masywne murowane kamienice, przytłaczają swoim wyglądem. Monumentalne, neoklasycystyczne gmachy nie bardzo mi się podobały, ale miasto ma swój niewątpliwy urok.    
 


Powrót