Copyright Robert Ćwikowski 

2005-2008 

STRONA GŁÓWNA
O MNIE
ANNALKI
ZARAZACZ
WYPRAWY
» PERU 2008
» SINGAPUR, MALEZJA, TAJLANDIA 2006
» PRIBALTYKA 2006
» MEKSYK 2005
» EGIPT 2004
» CZECHY, AUSTRIA 2004
» SLOWACJA, WEGRY 2003
» PORADNIK
SUWALSZCZYZNA
PODLASIE
LINKI
KSIĘGA GOSCI
KONTAKT



   
    Słowacki nie tylko Raj

    Do Słowacji wyjechaliśmy z kilkugodzinnym opóźnieniem i na granicy w Barwinku byliśmy po około 8 godzinach jazdy. Miejscem docelowym była Spiska Nowa Wieś. Miasto powiatowe położone w górnej części Kotliny Hornadu, na wysokości 460 m n.p.m. Jest dogodnym punktem wyjściowym do wschodniej części Parku Narodowego Słowacki Raj. Zatrzymaliśmy się w hotelu Sportowy i wyruszyliśmy zwiedzać miasto. Miasto ma bardzo ładny w kształcie wrzeciona rynek. Góruje nad nim neogotycka wieża, która jest najwyższa na Słowacji. Poza tym warty zobaczenia jest klasycystyczny kościół ewangelicki, budynek barokowy, w którym mieści się dziś Galeria Spiska a także ciekawy budynek Reduty z teatrem z początku naszego wieku. Teatr to chyba obowiązkowy budynek w każdej miejscowości nawet niewielkiej. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie będąc na Słowacji. Po długim spacerze po mieście postanowiłem zjeść miejscowych smakołyków. Kuchnia i miejscowe potrawy są obowiązkowym etapem mojego zwiedzania. Przypadkowo wszedłem do jednego z miejscowych barów, na przeciwko Teatru, i tam delektowałem się niesamowitymi knedlami z gulaszem. Inne godne polecenia potrawy to słynne haluszki z dodatkami oraz ser smażony podawany na różne sposoby. Nie polecam natomiast miejscowej coli, bo jest mocno aromatyzowana jakimiś perfumami. W kolejnym dniu zaplanowany był pobyt w Słowackim Raju. Słowacki Raj to niewielkie i niewysokie pasmo górskie na Spiszu. Uroku dodaje mu wiele strumieni, które spływając z niewielkiego płaskowyżu. Niewątpliwą atrakcją są szlaki turystyczne, zwłaszcza te po których trzeba wspinać się wąskimi, czasami bardzo stromo ułożonymi drabinami. 
        Dzień zapowiadał się ślicznie, więc postanowiłem, wraz z przyjaciółmi pokonać zaplanowany szlak. Na początku szlak prowadzi wzdłuż strumienia, lekko wznosząc się w górę, aż w pewnym momencie dochodzi do stromej ściany skalnej. Aby przejść dalej należało wspiąć się po metalowych drabinkach kilkanaście metrów w górę. Ruszyliśmy. Jakież było nasze zdziwienie kiedy okazało się, że na końcu wspinaczki, wyrosła kolejna drabina, która ponownie pięła się pionowo w górę i kolejna i kolejna. Oprócz tego, że należało wspinać się w górę, dodatkowo trzeba było przeciskać się przez skały i przechodzić obok wodospadów. Niesamowite widoki ale też niesamowite przeżycie z dreszczykiem emocji. Żeby nie było za dobrze, jak to bywa w górach, nagle słoneczko zniknęło, niebo zrobiło się czarne i grzmotnęło... Trzymając się metalowych drabinek! I uważając żeby nie spaść, nie było mowy o grzebaniu w plecaku żeby nałożyć kurtkę przeciwdeszczową. Spadła potworna ulewa w towarzystwie błyskawic. Burza niczym wojna. Każdy chował się gdzie mógł, najczęściej były to zaułki skalne, groty i nawisy. Niestety nie wszystkim takich miejsc starczyło ...dlaczego nam? I dzielnie ruszyliśmy do przodu, a że już byliśmy mokrzy ...wszędzie... i nie było już czego chować przed deszczem maszerowaliśmy. Deszcz zalewał nam oczy i niewiele widzieliśmy. Jak to bywa w górach, nagle przestało padać, ucichło, pokazało się słoneczko i okazało się, że jesteśmy na końcu szlaku. Przemoczeni do suchej nitki, wróciliśmy do samochodu. Wtedy też widzieliśmy bardzo ciekawe zjawisko. Las po burzy zaczął się "palić", przynajmniej tak to wyglądało. Było gorąco i po ulewie, gdy nagle wyszło i zaczęło grzać słońce, woda zaczęła parować. Z daleka wyglądało tak jakby las płonął. Niesamowity widok. 
        Słowacji Raj jest prześliczny i powinien być obowiązkowym punktem podróży do Słowacji. Kolejnym miastem, który ma niesamowity, senny klimat jest Lewoca - dawna stolica Spiszu. Jest to czternastotysięczne miasto położone ok. 17 km od Spiskiej Nowej Wsi. Między Górami Lewockimi a doliną Hornadu. Stare centrum, otoczone jest okazałymi murami obronnymi, tworzy zachwycającą enklawę, w której czas stanął w miejscu. Na lewockim rynku stoi jeden z najcenniejszych zabytków Słowacji - kościół św. Jakuba. Po sukcesywnej renowacji zabytków miasto powoli staje się dużą atrakcją turystyczną. W uroczej gospodzie na rynku starego miasta zjedliśmy knedle ze smażonym serem, skosztowaliśmy lokalnego winna i pojechaliśmy do Zamku Spiskiego. Zamek Spiski (Spiski Hrad) jest to zabytkowy kompleks zamkowy z przełomu XI i XII wieku i jest zaliczany do największych tego typu w środkowej Europie, cały kompleks zamkowy zajmuje powierzchnię ok. 4 ha. W 1993 roku w uznaniu jego znaczenia dla kultury tych ziem, został on wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kilku godzinny spacer po ruinach zamku wywarł na nas ogromne wrażenie i zaskoczył swoim ogromem. Opuściliśmy Spiska Nową Wieś i skierowaliśmy się na południe do Koszyc. 
        Koszyce to niezwykle atrakcyjne miasto, ze wspaniale odnowioną starówką i bogatym życiem kulturalnym, jest drugą metropolią Słowacji, niegdyś kontrkandydatem na stolicę kraju. Koszyce uchodzą za najpiękniejsze miasto kraju, do czego przyczyniła się kompleksowa rekonstrukcja zabytkowego centrum. Ulica Hlavna, centralna oś wspaniale odnowionej starówki, kilka razy do roku zmienia się w gwarne miejsce z powodu wielu świąt. Natomiast okres prosperity pozostawił ślad w postaci imponujących budowli i atmosfery kosmopolityzmu. Na starówce przy głównym deptaku znajduje się większa część koszyckich zabytków. Ogromne wrażenie robi Katedra św. Elżbiety - największy kościół Słowacji oraz klasztor jezuitów z kościołem św. Trójcy. Ponadto na deptaku jest wiele fontannach, które strzelają wodą w rytm muzyki, jest ogromna ilość, zwłaszcza w okresie wiosenno - letnim, rabat kwiatowych. Spacer ulicą jest niezwykle urokliwy. Słowacja była bardzo przyjemnym krajem do podróży. Język słowacki jest na tyle zbliżony do naszego, że nie występowała w zasadzie bariera językowa a mieszkańcy mili i przyjaźni. Do Węgier pojechałem będąc na Słowacji. Przekraczając granicę kierowałem się do miasta Miskolc. Po drodze mijałem na przemian ogromne winnice, które wróciły na te tereny po epidemii winorośli pod koniec XIX wieku, oraz obory, cuchnące hodowle świń. Smród był nieznośny. 
        Miszkolc to miast położone w ciekawym miejscu gdzie tereny górzyste stykają się z niziną. Jest starym miastem o dużych tradycjach handlowych oraz bogate w zabytki. Niestety oprócz głównej, długiej ulicy spacerowej w środku miasta i zabytków miasto jest raczej koszmarne. Na każdym kroku fabryki, huty i zakłady produkcyjne, zniszczone i zaniedbane domy i mnóstwo śmieci, wszędzie. Główna ulica spacerowa też mnie zadziwiła. Witryn sklepowych jakie widziałem na tej ulicy w Polsce już nie ma. Stare, drewniane, pomalowane zwykłą olejną, która pięknie już odpada potworne koszmarki. Witryna sklepu mięsnego wyłożona gazetami, była zaopatrzona w świńską główkę z pięknie wytrzeszczonymi oczkami ( nie była sztuczna). Wszędzie latające śmieci niczym latawce, kosze na śmieci metalowe rury w kształcie banana - pełne po brzegi. 
        W jednej z restauracji zamówiłem węgierski gulasz, który był bardzo smaczny, popiłem miejscowym piwkiem i ruszyłem zobaczyć miskolckie zabytki. Warto zwiedzić ukryty w zboczu góry Avas średniowieczny kościół reformacki, oraz dawny zamek w Diósgyór. Ciekawym miejscem jest również kąpielisko termalne w grotach, które powstało dzięki wykorzystaniu naturalnych koryt, wyżłobionych przez wodę termalną o działaniu leczniczym. Kąpielisko w grotach uzupełnione jest basenem zewnętrznym. Poza tym w Miszkolcu jak dla mnie nic ciekawego nie ma. Ogólnie było raczej nie ciekawie, do tego stopnia, że nie chciało się już nigdzie jechać. Ponadto byłem już kilka dni w podróży i zmęczenie dało o sobie znać. Do tego przygnębiający wygląd i nastrój Miszkolca, spowodował, że czym prędzej wróciłem na Słowację, omijając po drodze takiej miasta jak np. Tokaj. Podejrzewam, że Węgry nie wyglądają tak jak Miszkolc, zapewne są piękne i urocze miejsca, ale jak na razie nie planuję dokładniejszej wyprawy do tego państwa, może w przyszłości tak ale nie najbliższej.     

Powrót