Copyright Robert Ćwikowski
2005-2008
|
Podczas swoich
podróży ogromną uwagę kieruję na kuchnię kraju do
którego przybywam. Bardzo
lubię poeksperymentować kulinarnie,
kosztując lokalne specjały. Ze smakiem jest różnie, czasami
potrawy są bardzo smaczne
ale często również mało zjadliwe. Najczęściej zaskoczony
jestem kiedy zamawiam
potrawę bardzo często wychwalaną przez
innych w książkach, filmach, felietonach itp. Zamawiając takie danie
przygotowany jestem na coś niesamowicie smacznego. Niestety okazuje się
bardzo
często, że jest to niesmaczne lub po prostu zwyczajne. Zdarza się
również, że
jakiś wychwalany produkt czy potrawa, znana na całym świecie jest tylko
imitacją naszego krajowego produktu niestety nie znanego czy nie
rozreklamowanego
np. hiszpańsko-meksykańskie chorizo. Jest to wieprzowa kiełbasa z
dodatkiem
papryki. Czy jest smaczna to pewnie rzecz gustu. Moim zdaniem jest
paskudna bo
zupełnie niedoprawiona jak większość potraw meksykańskich. Najbardziej
wyczuwalną przyprawą jest ognista papryka i ma się wrażenie że je się
ogień,
więc jak dla mnie przyprowo za mało urozmaicona. Pomyślałem sobie
jedząc
chorizo, że gdyby podmienić ją na chociażby najbardziej zbliżona polską
”palcówkę” to ludziska oszaleliby na jej
punkcie. Zresztą staje się już tak
coraz częściej.
Jednak
najbardziej zaskoczony jestem jak słyszę od samych Polaków,
że nasza (polska)
kuchnia jest niedobra (?), niezdrowa (?) i chyba najtłustsza na
świecie.
Zastanawiam się dlaczego tak jest. Pomijam już tutaj jakieś
indywidualne
kompleksy i problemy z tożsamością i skupię się na historii bo to
wszystko
przez nią.
Nie jest
tajemnicą, że państwo, które posiada swoją historię
sięgającą daleko w
przeszłość, posiada również własną kuchnię liczącą się
wśród kuchni innych
krajów. Tak właśnie jest z Polską. Już w
tysięcznym roku Bolesław Chrobry
przyjmował gości na słynnych ucztach podczas zjazdu gnieźnieńskiego a
później
Kazimierz Wielki podczas zjazdu krakowskiego.
Przez 10
wieków w historii naszej kuchni można zauważyć ogromne
wpływy innych narodów.
Przecież już w XI wieku do Polski dotarła cywilizacja Chin, Indii,
kultura
Ormian. Do naszej kuchni wiele wnieśli Żydzi, Włosi, Francuzi czy
chociażby
Niemcy a to poprzez cudzoziemskie żony naszych władców czy
przyjazdy do Polski
europejskich dworów wraz z elekcyjnym systemem wybierania
królów. Miało to
ogromny wpływ na to co wówczas jadano w Polsce. Tak też w
XVIII wieku
ostatecznie wyklarowała się i powstała jedna z najlepszych, nie tylko
moim
zdaniem, kuchni świata a mianowicie Kuchnia Polska.
„Tajemnicą
smaku polskiej kuchni jest specyficzna flora, dzięki której
kiszą się ogórki,
kapusta, grzyby, powstaje zsiadłe mleko, a z niego biały ser i kwaśna
śmietana.
Mięso podczas marynowania nabiera specyficznego smaku, tak jak
dziczyzna
dojrzewająca w skórach. To temu niewidzialnemu czynnikowi
zawdzięcza swój
wspaniały smak polska kiełbasa, szynka i inne wędliniarskie wyroby. W polskich
lasach, jeziorach i rzekach znaleźć można ryby, raki, grzyby, jagody i
wielkiego bogactwa – dziczyzny, co pozwala kultywować
przebogate tradycje
polskiej kuchni. W Polsce z łatwością można znaleźć stare odmiany
jabłek,
gruszek i śliw, znakomitych warzyw bez których trudno by
uzyskać właściwy,
polski smak wielu potraw.”
Kuchnia w średniowieczu,
była kuchnią prostą opartą przede wszystkim na tym co udało się
wówczas
wyhodować samemu ( zboża), mięsach
zwierząt hodowlanych i dzikich oraz samemu zbieranych ziołach oraz
runie
leśnym. Kuchnia znana była przede wszystkim z obficie stosowanej soli i
kasz a
także spożywania dużej ilości piwa.
Dla
przeciętnego Polaka kuchnia staropolska często kojarzy się z bogactwem
stosowanych przypraw. „Na polskie stoły wprowadziła je
Królowa Jadwiga – za jej
panowania pojawił się drogi cukier, w tym czasie zaczęto używać
przypraw takich
jak: szafran, pieprz, gałka muszkatołowa, imbir, goździki. Za przysmaki
uważano
cytryny oraz drogie bakalie: rodzynki, figi, migdały i suszone owoce. Potrawami w
czasach Jadwigi, które uchodziły za przysmaki to m.in. ryba
w sosie
szafranowym, faszerowana gęś w sosie przyprawiona migdałami, kurczęta z
farszem
suto przyprawionym rodzynkami, ryż przyprawiony papryką węgierską. Nie
brakowało przeróżnych mięsiw i dziczyzny, pieczonych,
duszonych i gotowanych,
zawsze podlanych korzennym sosem, podawanych również na
zimno, w
korzenno-kwaśnej galarecie. W staropolskim
menu nie mogło zabraknąć różnorodnych mięs. Na stoły
podawano pieczone w
całości prosięta nadziewane kaszą, sarny oraz dziki, nie brakowało
pieczeni z
różnych gatunków ptactwa oraz ryb. Jako przyprawy
stosowano: sól kuchenną,
czosnek, chrzan i ocet, do słodzenia najczęściej używano miodu. Dziczyzna odgrywała w kuchni
staropolskiej
wielką rolę i żadna wystawniejsza biesiada nie mogła się bez niej
obejść. Do
przypraw stosowanych w kuchni polskiej do dziczyzny należą suszone
jagody
jałowca oraz grzyby. Ulubionym dodatkami stosowanymi do dziczyzny w
Polsce do
dzisiaj są konfitury z czerwonej borówki, buraczki oraz
czerwona kapusta. Klasycznymi
sosami do dziczyzny jest sos głogowy i sos jałowcowy. O takich
specjałach
staropolskiej kuchni, jak pieczone w całości dziki, żubry, łosie,
niedźwiedzie
łapy i chrapy łosia opowiada jedynie staropolska literatura.”
Polska rdzenna
kuchnia cieszyła się powszechną popularnością. Jej potrawy jadano
zarówno w chłopskich chatach, jak i rezydencjach
panów w bardziej lub mniej wyszukanych wariantach. Wszystko
jednak
zależało od zasobności spiżarni jak i w równej mierze od
zamożności i
pracowitości gospodarza. Ówczesne spiżarnie ( bardzo lubię
to
słowo) zawierały przede wszystkim rożnego rodzaje kasze,
mąki, groch, bób, olej konopny, grzyby suszone i kiszone,
mięso
wołowe i
wieprzowe solone i wędzone, nierzadko dziczyzna, starosłowiańskie
wędliny,
słonina, sery, masło, jaja, miód.
Nie brakowało w najstarszej kuchni polskiej
również warzyw, ich asortyment był znacznie
skromniejszy od dzisiejszego. Jadano ogórki świeże i
kiszone, marchew, ulubioną
przez Polaków kapustę świeżą i kiszona, rzepę, czosnek,
cebulę. Jadano dużo
owoców takich jak jabłka, wiśnie, czereśnie, śliwki czy
chociażby gruszki.
Polacy mimo
wszystko jednak gustowali w potrawach mięsnych, przyprawianych drogimi
przyprawami korzennymi. Używano coraz więcej jarzyn, a polskie pieczywo
było
bardzo urozmaicone (Krakowie wypiekano aż 9 gatunków chleba).
„Potrawy
mączne, jak różnego rodzaju kluski i pierogi, nadal należały
do potraw
popularnych, spożycie zaś mleka, jaj i serów było wielkie.
Asortyment wędlin
też znacznie się powiększył. Jadano często ryby, do czego zmuszały
liczne i
surowo przestrzegane posty. Obok szynek, kiełbas, różnych
nadziewanych kiszek
pojawiły się małe, smakowite kiełbaski zwane
“circinelae”, będące
prawdopodobnie prototypem dzisiejszych parówek.”
Spośród
wszystkich potraw uznawanych za typowo polskie – bigos do
dziś zajmuje miejsce
honorowe. W dawnej Polsce bez bigosu nie mogło się odbyć żadne
polowanie. Bigos
jest kompozycją nie tylko złożoną, ale o znacznej ilości
wariantów. „Grzany w
kociołku na ognisku przyrządzany był z kapusty kiszonej albo słodkiej
na kwasie
buraczanym, lub z obu tych rodzajów razem, ale duszonych
oddzielnie i łączonych
po uduszeniu. Mięsa różnego gatunku i kiełbasy gotowano
razem z kapustą, ale
pieczeń z dziczyzny – a szczególnie z zająca
– dodawano dopiero na koniec
gotowania”.
Częstymi
daniami na staropolskim stole były zupy, zresztą zupy są czymś co może
pozazdrościć nam każda kuchnia. Posiadamy ich ogromny wybór
bardzo różnych
smaków. Wśród nich szczególną sławę
zdobyła potrawa sporządzana z wołowych lub
cielęcych żołądków, zwana flakami. Do dziś uznaniem cieszą
się również biały
barszcz i przepyszny żurek oraz wzbudzająca wiele kontrowersji czernina.
„Napojem
codziennym Słowian i przez długie wieki Polaków było piwo
oraz znakomite,
“sycone” miody”. Słowiańskie piwo było
lekkie, jasne, zielonkawe w kolorze i
musujące. Pito je tak, jak my dziś pijemy wody mineralne, dla ugaszenia
pragnienia
i w czasie posiłków. Oprócz piwa na staropolskich
stołach gościł miód pitny. W
okresie tym brakowało wina, które zastępowano łatwiej
dostępnymi trunkami. Z
czasem miód tracił na znaczeniu, wypierany przez tańszą i
prostszą w produkcji
wódkę.”
Polacy byli
wielkimi amatorami i znawcami kasz. Gospodynie polskie juz przed
wiekami znały
wiele sposobów podawania kasz. „Gotowano z nich
zawiesiste, pożywne zupy,
jadano z kwaśnym i słodkim mlekiem, wypiekano i prażono w piecu,
kraszono
słonina, masłem, olejem i serem, przyprawiano grzybami i śliwkami,
podawano –
jako że na ziemniaki trzeba było jeszcze poczekać parę
wieków – do różnych
mięsiw i obficie polewano sosami.”
Popularność kasz zaczęła
słabnąć po pojawieniu
się ziemniaków, lecz nigdy nie wygasła i nadal wysoko cenimy
nie tylko kaszę
gryczaną, którą podajemy do zrazów i pieczeni a i
pozostałe znane gatunki.
Ważną rolę w
słowiańskich posiłkach odgrywał chleb. Przed napoczęciem nowego
bochenka zaznaczano
go znakiem krzyża. Chlebem i solą witało się i wita po dzień dzisiejszy
dostojnych i miłych gości oraz nowożeńców na progu ich
mieszkania. Wypiekane
dawniej w domach chleby pszenno-razowe, pieczone na liściach kapusty
lub chrzanu,
oraz chleby wiejskie są wspaniałym, niestety coraz rzadszym przysmakiem.
„W dawnej
Polsce w bogatych domach był zawsze jeden z kucharzy, który
specjalizował się w
robieniu pasztetów. Robił on pasztety z różnych
gatunków mięs, dziczyzny,
drobnego ptactwa, ze słonek, kwiczołów,
przepiórek, kuropatw, jarząbków,
kaczek, kapłonów. Pasztety pieczone były w bardzo ozdobnych
formach, dekorowane
marynatami, pokrywane auszpikami i podawane pod galaretą. Podawano
pasztety na
zimno i ciepło, często pieczone w ciastach drożdżowych, kruchych,
półkruchych
czy francuskich. Popularne były pasztety z ryb, które
pieczono często w
ciastach i podawano zarówno na zimno jak i na gorąco w
różnych sosach i pod
różnymi sosami. Z pasztetów rybnych robiono musy,
które służyły do przemyślnych
kompozycji podobnie jak musy z mięsnych pasztetów”. Do dziś najwyżej
cenionym w polskiej kuchni
jest pasztet z zająca podawany z auszpikiem i malagą z zimnym sosem
żurawinowym.
Okres
panowania Augusta II i Augusta III to
tragiczny rozdział w Polskiej historii natomiast jeśli chodzi o kuchnię
pojawiły się w tym okresie nowości, które wzbogaciły polską
kuchnię. Były nimi
ziemniaki zwane kartoflami, kawa, herbata i czekolada. Nie były to
nowości na
naszych stołach, jednak wówczas zadomowiły się na stałe i
stały się bardziej
popularne.
Najbardziej w
Polskiej historii utrwaliły się tzw. „obiady
czwartkowe”, które urządzał król
Stanisław August Poniatowski. Potrawy były, jak na ówczesne
gusta magnackie,
proste, lecz przyrządzane i podane wykwintnie. „W czasie
obiadów czwartkowych
podawano m.in. Staropolską zupę, barszcz z uszkami,
różnorodne na przystawkę
wędliny, paszteciki i pikantne marynaty, różne pieczenie z
ulubioną przez króla
pieczenią baranią na czele. Podawano tez ryby i jarzyny. Jedną ze
sławnych i
podziwianych potraw były “jarząbki przedziwnie słoniną
nadziewane”. Była to
przypuszczalnie szpikowana słonina. Gościom podawano, odpowiednie do
charakteru
potraw, znakomite wina, podobno hiszpańskie”.
W okresie tym
rozwinęła się kuchnia mieszczańska. Obiady na co dzień były obfite i
smaczne.
Otwierała je jedna z ulubionych zup polskich jak barszcz,
rosół, krupnik,
kapuśniak i grochówka. „Uboższa ludność nie jadała
mięsa codziennie, natomiast
bogaci mieszczanie raczyli się po zupie daniem mięsnym: sztuką mięsa z
rosołu,
zrazami, różnie przyprawionymi kiełbasami, flakami i
kiszkami. Dodatek do dania
mięsnego stanowiła jeszcze kasza, choć ziemniaki miały już licznych
zwolenników. Podawano też gotowaną, suto omaszczoną kapustę
słodką lub
kwaszoną, buraczki, popularny w całej Polsce groch z kapusta, będący
ulubioną
potrawą szlachty, mieszczan i plebsu, zwłaszcza gdy dodawano do niej
nieco tłustej
wędzonki. Jadano też marchew, fasolę i rzepę. W dni postne pojawiały
się na
stole ryby, u mniej zamożnych śledzie. Kolacje również były
sute, choć
skromniejsze niż obiady. Jadano kasze, rozmaite kluski i pierogi,
dobrze
omaszczone jarzyny, wędliny, rzadziej mięso. Do wieczerzy podawano
piwo, które
ceniono za to, że po pracowitym dniu sprowadzało sen. Pieczenie, kury, kaczki i
gęsi oraz desery należały u większości do dań
niedzielnych i świątecznych. Tak jadali zamożni mieszczanie i
rzemieślnicy
warszawscy. Stoły
bogatych kupców były również bogato zastawiane.
Podawano wówczas sałaty,
młody groszek, pieczarki, szparagi, bardzo drogie bo sprowadzane z
Francji
trufle, a także wykwintne owoce jak morele, brzoskwinie, nawet
pomarańcze”.
Polskiej
kuchni nie zaszkodziły zabory, wręcz przeciwnie tak jak wspomniałem
wcześniej
nawet ją urozmaiciły. Niestety największe szkody, odczuwane do dzisiaj
w
polskiej kuchni wyrządziły lata komunizmu.
„Mocno
nadwerężyły i dobre imię polskiej kuchni i kulinarne umiejętności
przeciętnej pani lub pana domu. Złożyło się na to wiele przyczyn - od
"ujednolicania narodu polskiego", co oznaczało także preferowanie
"jednolitych" zwyczajów żywieniowych i ignorowanie kuchni
regionalnych (których często, po powojennych migracjach, nie
było również komu
kultywować), poprzez popularyzowanie z konieczności zunifikowanego menu
w
stołówkach szkolnych i zakładowych, aż po nieprzyjazne
kulinarnym szaleństwom
maleńkie kuchnie i praktyczny brak jadalni w PRL-owskich
mieszkaniach”.
Najważniejszym
jednak wrogiem dobrej kuchni stały się niedobory produktów
spożywczych. Im
mniej było w sklepach mięsa, wędlin, słodyczy i innych
produktów, im trudniej
było je kupić, tym mniejsze znaczenie miał sposób ich
przyrządzenia -
wystarczyło bowiem że są.
Na stołach podczas uroczystości i świąt o
zapobiegliwości i dobrym gospodarowaniu pani domu nie świadczyły
wymyślne
sałatki, a duża ilość wędlin grubo pokrojonych. "Wystany" w kolejce
schab najczęściej był przyrządzany w postaci łatwych w wykonaniu
kotletów
panierowanych, stały się więc niemal "narodowym" daniem
niedzielnym.
„Siermiężność
PRL-owskiej kuchni uwydatniały wyszukane nazwy potraw. Grecy
nigdy nie słyszeli o rybie po grecku w
postaci filetów pokrytych gotowanymi warzywami, śledź po
japońsku nie jest
znany w Japonii, a fasolkę po bretońsku ewentualnie można
połączyć z pewną francuską potrawą, ale
z zupełnie innej części tego kraju niż Bretania”.
Wyszukane
„światowe” nazwy prostych potraw głęboko jednak
zapadły w świadomość Polaków.
Podobnie było z serami – przeciętny klient PRL-owskiegu
sklepu kupował jedynie
"ser żółty" lub "ser topiony" - bez względu na to,
czy
akurat "rzucony" nazywał się edamski, cheddar czy jakoś inaczej,
wszystkie dostępne sery nie różniły się zbytnio smakiem.
Na
szczęście
kilkanaście lat temu ponownie Polska wywalczyła sobie otwarte drzwi do
Europy,
następuje rozwój przemysłu spożywczego. Sklepy zaopatrzone
są chyba w każde
istniejące produkty co znacznie ułatwia sporządzanie kuchennych
wariacji.
Jednak ogromną rolę w przypominaniu o prawdziwej Kuchni Polskiej pełnią
wszelkiego rodzaju niezwykle modne i popularne telewizyjne programy
kulinarne i
chwała im za to.
Zatem czy
Ci
wszyscy malkontenci, naprawdę wiedzą jaka jest Polska Kuchnia? Mam duże
wątpliwości, bo często to co jadamy na co dzień, niestety przez
PRL-owskie
przyzwyczajenia ma niewiele wspólnego z tradycyjną smaczną
Polską Kuchnią.
Źródło:
K. Bokenheim, Przy polskim stole, Wrocław 2003
W Lemnis, H. Vitry, W straopolskiej kuchni, Warszawa 1983
A. Chwalba, Obyczaje w Polsce, Warszawa 2005
www.styl24.pl