Copyright Robert Ćwikowski 

2005-2008 

STRONA GŁÓWNA
O MNIE
ANNALKI
ZARAZACZ
WYPRAWY
FOTOGALERIA
SUWALSZCZYZNA
» Innym okiem na znane
» Kuchnia
» Szlaki turystyczne
» Ciekawe miejsca
» Noclegi
PODLASIE
LINKI
KSIĘGA GOSCI
KONTAKT



   

    Zwariuję…, po prostu zwariuję, jak chociaż na krótki czas nie zmienię otoczenia. To była myśl, kiedy jak grom z nieba, wszystkie kłopoty i problemy zmówiły się i uderzyły we mnie znienacka. Problemy w pracy i domu, kłopoty rodziny i znajomych….za dużo jak na moją głowę. Wszystkiego jednocześnie nie dam rady ogarnąć. Coś we mnie pękło i zauważyłem, że wpadam w panikę, bo zaczęło dziać się ze mną coś nie dobrego. Fizycznie odczuwałem ból…, najbardziej w okolicy mostka… bolało tak, że nie pomagały żadne proszki, ale wiedziałem, że powodem jest to, co dzieje się w głowie. W takim stanie nie pomogę nikomu. 
       Na szczęście miałem kilka dni niewykorzystanego urlopu. Po otrzymaniu zgody na wolne spakowałem plecak i poszedłem na dworzec. Tak naprawdę nie było ważne gdzie pojadę, choć po głowie chodziło mi pewne miejsce, które chciałbym zwiedzić,…ale tak inaczej. Teraz mam okazję,…jadę.
    Po kilkugodzinnej nocnej podróży przywitało mnie jeszcze senne i dopiero budzące się miasteczko z bardzo urokliwym parkiem w centrum. Jednak wędrówkę rozpocząłem z przylegającej do miasta wioseczki, położonej tuż przy pięknym jeziorze. Jezioro było porośnięte szuwarami, ale posiadało wiele miejsc kąpielowych. Unosiła się nad nim mgiełka, która mimo bezwietrznej pogodny zmieniała swój wygląd. Tak jakby jezioro niewidzialną ręką układało z niej rzeźby. Były to mleczne smugi, które w pewnym momencie znikały i pojawiały się w innym miejscu. Unosiły się do góry, aby po chwili lekko opadać w dół. Jezioro bawiło się doskonale a lek w postaci wyjazdu zaczął działać.
- Unobac, jakie te ryby sprytne? Majo robaka w wodzie tylko jeść a one tylko skaco iplumkajo…, muchy i komary łapio.
Nie byłem sam nad jeziorem. Prawie niewidoczny, w szuwarach na stołeczku, siedział starszy pan z wędką.
-, Na co tak patrzy?
- Na mgłę – odpowiedziałem
-, Na co?!
- No na mgłę, bo wiatru nie ma, a ona rusza się tak jakby żywa była.
- A gdzie tam żywa, lekka panie i jak ryba skocy, ogonem plumknie to i lekki wiater zrobi o i się rusza.
W taki o to sposób dowiedziałem się, że to jednak nie jezioro bawi się mgłą tylko ryby a i ryby też nie bawią się tylko polują na muchy i komary. Żadna magia tylko potrzeba zaspokojenia głodu.
    Po kilkunastominutowej lekcji na temat przebiegłości poszczególnych gatunków ryb, ruszyłem dalej.
Krajobraz zmienił się, wszedłem do lasu. Szum drzew, ale po chwili do rozmowy przyłączyła się również woda. Na początku cichutko, niepewnie, jakby rozmarzona. Jednak z każdym krokiem słyszałem ją wyraźniej aż w końcu ją zobaczyłem. Górska rzeka z rwącym nurtem rozbijającym się o ogromną ilość kamieni w jej korycie. Płynęła głębokim wąwozem i już nie była cichutka i rozmarzona. Głośno informowała o sobie, przedstawiając siebie w samych superlatywach. Dość dziwne uczucie, nie jestem w górach a patrzę i słucham najprawdziwszej górskiej rzeki. Słuchając jej wyobraziłem sobie, że właśnie jestem liściem spadającym z drzewa, albo pajączkiem szybciutko maszerującym po źdźble trawy, ptaszkiem kwilącym gdzieś wysoko na drzewie…oddychałem nabierając głęboko powietrza i zapomniałem o problemach. Ruszyłem dalej naładowany nową, czystą energią.
    Mijałem zabudowę małej wioseczki. Małe drewniane domeczki, gdzie niegdzie domy murowane. Przechodząc obok zabudowań zauważyłem, kilku mieszkańców, którzy wykonywali swoją pracę w ogródkach i na polu. Widząc mnie przestali pracować. Dość dziwnie się poczułem, zajęci wcześniejpracą teraz jak na jakiś znak z podniesionymi głowami patrzyli jak idę. Co sobie myślą?
"A może to jakiś bandzior? Pilnować domu trzeba będzie.
O, do Jaśkowej idzie pewnie, ona taka światowa.
I turysty już do nas przyjeżdżają, a czego szukać, co tu zwiedzać?"
    Nie wiedziałem jak zareagują, zaryzykowałem i podszedłem do stojącej najbliżej mnie kobiety.
- Dzień Dobry. Do jeziora to jeszcze daleko? – zapytałem niepewnie
- A co turysta?
- Tak
- Skiela przyjechał?
- Słucham? 
- Miastowy?
- Aaaaa tak.
    Czujność sąsiedzka działa. Pozostałe obserwujące osoby, krzyknęły do mojej rozmówczyni – Turysta?! Cego suka? Gdy pani również odkrzyknęła udzielając odpowiedzi. Spokojnym krokiem, trochę niepewnie dołączyło do nas jeszcze trzy osoby, reszta dalej zajęła się pracą.To byli starsi ludzie, pytali skąd jestem, gdzie pracuję, ile mam lat, wiedziałem, że mogą obawiać się nieznajomych wiec grzecznie odpowiadałem na pytania. Chyba przestałem być już anonimowy, bo starsze małżeństwo zapytało:
- A głodny może?
- Głodny nie, ale gorącej herbaty bym się napił – odpowiedziałem
- Matka to idziem i my się napijem. Jajkow usmas, tylko żeby bołtun nie był jaki, bo drzystawka będzie. Parsknąłem śmiechem, bo domyśliłem się, o czym mowa.
    Spędziłem ze staruszkami całe popołudnie. Opowiadali jak im się żyje, o młodych latach o swoich dzieciach. Ale przede wszystkim czuć było, że są szczęśliwi. Na koniec zapytali gdzie spać będę, bo noc się zbliża. Powiedziałem, że mam namiot i chciałem rozbić się nad brzegiem pobliskiego jeziora. Dostałem porcję placków ziemniaczanych, które gospodyni w międzyczasie usmażyła. Odprowadzili mnie kawałek drogą i wrócili życząc spokojnej nocy.
Gdy doszedłem do jeziora było już ciemno, rozbiłem namiot i po całym dniu pełnym wrażeń zasnąłem.          
        Obudziłem się wcześnie rano i nie zapomnę widoku, który ujrzałem po wyjściu z namiotu. Rozbiłem się na wzniesieniu i z tego miejsca zobaczyłem śliczne, chyba jak dotąd najpiękniejsze, jakie widziałem, śródleśne jezioro. Jego nazwa pochodzi jak się później dowiedziałem od zalegających na brzegu pni i gałęzi, obecnie jest ich znacznie mniej. Choć jezioro nadal wygląda tak, jakby nie było dotknięte ludzką ręką. Jest zamknięte dla wędkarzy, tylko czasami dokonywany jest kontrolowany odłów, celem kontroli zmian fauny. Fantastyczne, bajeczne miejsce. Widoki tak piękne, że nie potrafię opisać ich słowami.

    Moja wędrówka trwała jeszcze kilka dni. Pokonywałem piękną dolinę rzeki, która była domem wielu bobrzych rodzin. Omijałem bagna, które nagle pojawiały się przede mną. Wspinałem się na wzniesienia i góry, z których podziwiałem liczne jeziora. Przyroda działa na mnie magicznie. Tym razem dała mi siłę i potężną dawką nowych chęci do pracy. I to wszystko otrzymałem na Suwalszczyźnie.
      Wędrówka rozpoczęła się w Suwałkach, z których udałem się do wsi Krzywe, z przepięknym jeziorem o nazwie również „Krzywe”. Następnie maszerowałem przez rezerwat „Kamionka” z rzeką o tej samej nazwie, miejscowość Nowa Wieś, jezioro Gałęziste, rezerwat Wiatrołuża I i II aż do Smolnik.



Artykuł brał udział w konkursie " Jast takie miejsce..." organizowanym przez serwis Odyssei.com oraz tygodnik "Angora".....hmm niestety  nie zdobył angrody ale była fajna frajda podczas pisania ;)


Powrót