Copyright Robert Ćwikowski 

2005-2008 

STRONA GŁÓWNA
O MNIE
ANNALKI
ZARAZACZ
» Jak zaczac podrozowac?
» Adopcja na odleplosc
WYPRAWY
FOTOGALERIA
SUWALSZCZYZNA
PODLASIE
LINKI
KSIĘGA GOSCI
KONTAKT



   

Adopcja na odległość 

    Wiele słyszy się o biedzie w Afryce. O tym jak cierpią tam ludzie, o tym jak ciężko jest tam dzieciom, zwłaszcza w niektórych rejonach kontynentu czy wręcz w konkretnych państwach. Jednak ogromna ilość Polaków ich biedę porównuje do biedy "naszej" w Polsce a tego porównać nie można to jest zupełnie inny wymiar. Ok 6 lat temu oglądałem program w telewizji o dzieciach z Ruandy. Wiedziałem, że była tam wojna domowa, że dochodziło do ludobójstwa, ale obrazy, które widziałem w telewizji delikatnie mówiąc mnie przeraziły. Nie mogłem pojąć tego jak bardzo tam cierpią te małe istotki. W Polsce nawet najbiedniejszych dzieci, które przechodzą swoją tragedię nie można porównać do sytuacji dzieci w Ruandzie, które pozostawione są bez opieki zupełnie. Wtedy też zacząłem szukać możliwości pomocy im. Cóż może zrobić człowiek siedzący sobie wygodnie w fotelu oglądając telewizor? Można namówić znajomych i zorganizować zbiórkę żywności, ale jak ją dostarczyć do Afryki w konkretne miejsce? Dla takiego przeciętnego Polaka taka forma pomocy raczej odpada. Polacy bardzo są otwarci na pomoc innym, ale musi być to szybka i prosta pomoc bez angażowania się. Zatem szukałem organizacji, które pomagają dzieciom. Mogłem pomóc w różny sposób - wysyłając pieniądze, ale taka forma pomocy wywoływała u mnie odrobinę niepewności. Czy pieniądze, które wyślę dotrą do dzieci? Czy ktoś, aby na tym zarabiać nie będzie? Poza tym nie chciałem wysłać 100 zł i na tym koniec a obawiałem się czy mój portfel wytrzyma takie obciążenie, co miesiąc i czy wogóle to wystarczy? Byłem gotowy pomagać tym organizacjom również w inny sposób jako wolontariusz.
    Od dawna wiedziałem, że organizacjami, które pomagają ubogim i potrzebującym są organizacje katolickie. A najlepszą, że się tak wyrażę kolokwialnie, robotę zawsze robiły siostry i zakonnicy na misjach to jest ich powołanie i im wierzyłem i wierzę najbardziej. Dlatego też zacząłem poszukiwać takich organizacji i trafiłem na stronę Pallotynów, którzy prowadzą akcję "Adopcja Serca". Po przeczytaniu ich działań od razu zdecydowałem się na taka formę pomocy. Przeczytałem też informację, która była dla mnie zupełnie nie realna a mianowicie kwota pomocy. Okazało się, że aby pomóc jednemu dziecku należy przekazać minimum 15 dolarów miesięcznie po dzisiejszym kursie dolara jest to zaledwie ok 40 zł!!!
    Jak wygląda procedura adopcji, jeżeli ktoś chce adoptować dziecko poprzez Pallotynów to należy wejść na stronę www.adopcja-serca.pl, wypełnić deklarację (formularz) i wysłać do Pallotynów, po pewnym czasie dostaje się tradycyjny list z informacjami o dziecku, którym należy się od tej pory opiekować. Opieka to przede wszystkim wysyłanie, co miesiąc zadeklarowanej kwoty a także kontakt listowny z takim dzieciaczkiem. Każdego miesiąca Sekretariat Misyjny Księży, Pallotynów w Warszawie przekazuje tę kwotę pallotyńskim misjonarzom w krajach misyjnych, którzy pomagają konkretnemu dziecku w zakupie żywności, opłaceniu szkoły, przyborów szkolnych lub też na zakup niezbędnych lekarstw dla chorego dziecka i to wszystko tylko za 40 zł! Jestem opiekunem Oliviera, który jest sierotą, ma już 16 lat a miał niespełna 11 jak zacząłem mu pomagać. Przyglądam się czasami jego zdjęciom jak miał 11 lat, malutki i skulony stojący przy jakiejś palmie. Ukończył już szkolę podstawową i gimnazjum - systematycznie dostawałem informacje jak się uczy, jakie ma oceny. Kilka miesięcy temu dostałem od niego list z informacją ze ukończył gimnazjum i chce uczyć się dalej, ale nie wie czy może....nie wie czy dalej będę mu pomagać. Wyrósł robi się z niego już mężczyzna i jaki dzielny na otrzymanych zdjęciach. Odpisałem, że oczywiście będę mu pomagał i żeby uczył się jak najdłużej.
    Organizacji, pomocowych dla potrzebujących dzieci jest teraz bardzo dużo. Trzeba być ostrożnym przy wyborze danej organizacji, bo równie dużo wśród nich jest oszustów. Najbardziej wiarygodne są organizacje wyznaniowe, najmniej świeckie. Ale wśród świeckich są również takie, którym naprawdę zależy na pomocy dzieciakom.
    Planowałem wyjazd do Tajlandii i Malezji, czytałem dużo o tych państwach i znalazłem informacje o potrzebujących dzieciach - uciekinierach z Nepalu i Tybetu. W taki tez sposób trafiłem do Fundacji Nyatri - pomagająca dzieciom z Tybetu i Nepalu, które przebywają w sierocińcu w Indiach w Dalanji. Fundację sprawdziłem jak tylko mogłem. Skontaktowałem się z osobami, które już adoptują dzieci poprzez ta fundację, czytałem różne fora internetowe i na 100% upewniłem się ze fundacja jest uczciwa. Sposób adopcji podobny jest jak w przypadku Pallotynów. Należy wejść na stronę www.nyatri.org i wypełnić formularz. Różni się tylko kwota wpłaty gdyż jest to min. 25 dolarów miesięcznie tj. ok 65 zł. Opiekuję się Yangchen B. od ok. półtorej roku. Mała przebywa w sierocińcu Bon Children's Home w Dalanji, tam się uczy. Systematycznie dostaję od niej listy, malowanki, obrazki, i świadectwa ocen. Rośnie jak na drożdżach;). Fajne jest to, że do Indii można bez problemu pojechać. Sierociniec posiada dom "gościnny" przygotowany dla adopcyjnych rodziców, którzy przyjeżdżają w odwiedziny. Jadący tam "rodzic" kontaktuje się z innymi w kraju, zabiera przekazane paczki, robi dzieciakom aktualne zdjęcia i opowiada o ich rodzicach w Polsce. Naprawdę bardzo zachęcam do tego typu pomocy dzieciakom w Afryce.

    Tekst umieszczony jest również na stronie Beaty Pawlikowskiej a 20 kwietnia 2008 część audycji Świata według Blondynki w Radio Zet poświecony był właśnie adopcji na odległość. Za co Pani Beacie Pawlikowskiej bardzo dziękuję.


Powrót